[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Chris Harman
Wywiad
Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (Uniwersytet Warszawski)
WARSZAWA 2007
Chris Harman – Wywiad (2004 rok)
Niniejszy   wywiad   z   Chrisem   Harmanem   został 
przeprowadzony przez Jakuba Rzekanowskiego w 
lipcu   2004   r.   i   opublikowany   w   dzienniku 
„Trybuna” w tymże samym miesiącu.
– 2 –
©
 Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)
www.skfm­uw.w.pl
 Chris Harman – Wywiad (2004 rok)
Radykalna lewica mówi: kapitalizm nie ma przyszłości. Ale on wciąż trwa. Jak długo jeszcze?
– Może trwać, dopóki nie zniszczy świata i ludzkości, jeśli go nie obalimy. Kapitalizm rozwija się 
dzięki temu, że niszczy życie ludzi, wywołuje kryzysy, karmi się ofiarami. Ale to jest zarazem słabość 
kapitalizmu.   Przez   tę  jego   naturę  ludzie   nie   mają  gwarancji,   jaka   będzie   ich   przyszłość.   To,   czego 
oczekują, jest sprzeczne z tym, co system im daje. Dlatego w pewnym momencie, gdy sprzeczności się 
nawarstwią, ludzie zaczynają walczyć. Wtedy dopiero widzą możliwości zmiany. Świadomość rodzi się 
w walce. Nowe walki robotnicze są wbudowane w system. Za każdym razem, gdy następuje ożywienie 
tej walki, ożywają też idee obalenia systemu.  W końcu umożliwią rzucenie wyzwania kapitalizmowi  i 
obalenie go. Dziś najważniejsze jest to, że po narodzinach ruchu alterglobalistycznego w Seattle ludzie 
widzą, że możliwy jest nowy i lepszy świat. Pierwszy raz od 25 lat w zachodniej Europie dochodzi do 
wielkich walk z systemem, do kilkusettysięcznych, antykapitalistycznych demonstracji. Z drugiej strony, 
ludzie, którzy kierują systemem,  są coraz bardziej barbarzyńscy.  Wydaje się, że teraz mamy wojnę co 
rok. Dorastałem w Anglii i nie znałem wojny oprócz 1956 r. – Kanał Sueski i 1982 – Falklandy.  Jest 
jednak pozytywny skutek tej brutalności systemu. Jest nim wzrost ruchu antywojennego.
Było wiele prób obalenia kapitalizmu, ale się nie powiodły. Wielu wątpi, czy to jest w ogóle 
możliwe.
– Wielkie transformacje historyczne nigdy nie mają formy tylko jednej bitwy. Są bitwy przegrane, 
ale przygotowują grunt do następnych walk. Powstanie kapitalizmu w zachodniej Europie trwało setki lat. 
Były  też  całe okresy,  kiedy  burżuazja  była pokonana.  Zdaję sobie  sprawę,  że  w  pewne  rzeczy  trudno 
uwierzyć. Był czas, kiedy nikt nie uwierzyłby, że kiedyś będzie niepodległa Polska. Upadek kapitalizmu 
przyspiesza jego rozwój. Sto lat temu produkcja kapitalistyczna była tylko w 10 proc. świata. Teraz jest to 
globalny   system.   Za   każdym   razem,   kiedy   na  świecie   dochodzi   do   głębokiego   kryzysu   społecznego, 
centralną rolę odgrywa w tym konflikcie klasa pracownicza. Oczywiście to nie jest tak, że ci robotnicy, 
czy   rolnicy   mają  od   razu   idee   socjalistyczne   w   głowach,   ale   jest   zbieżność  między   nimi   a   ruchem 
antysystemowym. Zbliżają się do siebie, prą w tym samym kierunku. Wiele razy w historii widzieliśmy, 
jak się zlewały.  Tak było w 1980 r. w Polsce, kiedy grupa intelektualistów stworzyła wspólny ruch z 
robotnikami.   Tragedią  było   to, że  ci  intelektualiści   uwierzyli,  że  rynkowy   kapitalizm   jest   alternatywą 
wobec systemu. Ale widzieliśmy potencjał klasy robotniczej zdolny wstrząsnąć systemem. To się zdarza 
raz po raz, np. w Ameryce Łacińskiej. Reżim w Boliwii został obalony przez masowe demonstracje.
Marks pisał, że robotnicy nie będą mieli nic do stracenia prócz swoich kajdan. Tymczasem 
wielu  robotników sprawia wrażenie,  jakby kapitalizm  im odpowiadał.  Czy  klasa  robotnicza  nadal 
może być siłą rewolucyjną?
– To nie jest tak, że ludzie świadomie dochodzą do wniosku, iż kapitalizm jest dobry. Jesteśmy 
wychowywani   w   kapitalistycznym   społeczeństwie.   Ludzie   myślą,  że  to   co   jest,   po   prostu   musi   być  i 
trzeba dostosować się do tego. Dostosowujesz się i potem cieszysz z małych korzyści, które ci oferuje 
system.   Robotnik   czeka   do   weekendu,   kiedy   nie   musi   pracować,   oczekuje   na   urlop,   na   3­4   wolne 
tygodnie, albo marzy o tym, że kiedyś będzie na emeryturze. Wcześniej ludzie czekali, by mieć wolny 
czas po kilkunastu godzinach pracy. Jestem przekonany, że potencjał nadal tkwi w robotnikach, widzę 
eksplozje goryczy w tej klasie. W Wielkiej Brytanii mieliśmy ogromną agitację przeciwko emigrantom z 
Polski szukającym pracy. Nakręcały ją media i rząd. Ludzie, niestety, kupowali tę agitację, co świadczy o 
tym, że boją się o swoje miejsca pracy, o swoją przyszłość i nie są szczęśliwi w kapitalizmie. Nie wiedzą 
o alternatywie. Ale zawsze jest mniejszość, która myśli, marzy o alternatywie. Inni te marzenia podejmą. 
Kiedy  były demonstracje w Seattle,  to gdzieś w innej części świata na pewno jakaś grupa robotników 
– 3 –
©
 Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)
www.skfm­uw.w.pl
Chris Harman – Wywiad (2004 rok)
witała te wydarzenia z lewą pięścią wzniesioną w górę. W Polsce są ludzie, którzy widzieli w mediach 
demonstracje   alterglobalistów   i   od   tego   momentu   będą  się  utożsamiali   z   nimi.   Walczą  młodzi.   Ze 
starszych  bunt i walkę wycisnęło życie w systemie.  Młodzi  dają nową nadzieję starszym,  wciągają do 
walki   starsze   pokolenia,   które   też  kiedyś  walczyły,   albo   strajkowały   w   stoczni.   Podczas   demonstracji 
alterglobalistycznej   we   Florencji   było   na  ulicach   milion   ludzi.   Widziałem   starszego   malutkiego   pana, 
który  prawdopodobnie   walczył  w  czasie  wojny   w ruchu   oporu.   Niósł   parasolkę  z napisem  „Dziękuję, 
dzieci”.
Ruch alterglobalistyczny jest różnorodny. Czy nie przesadza Pan uznając go z góry za ruch 
rewolucyjny?   Są  w   nim   również  zwolennicy   nie   tyle   rewolucji,   lecz   reform,   albo   rewolucji 
obyczajowej, a nie proletariackiej.
– Oczywiście, że każdy nowy ruch jest różnorodny. Ludzie wnoszą szereg nowych pomysłów i 
idei. Byłem studentem w latach 60. Mówiło się, że studenci to nowa awangarda międzynarodowa. A było 
w tym ruchu  wiele prądów.  Niektórym  wydawało  się, że najpierw  trzeba  zmienić swoją psychikę,  by 
potem   zmieniać świat.   Ale   pozytywne   było   to,  że   ten   ruch   68   r.   wyrwał   ludzi   z   konformizmu.   Z 
konformizmu   wobec  
American   Way   of   Life
,   a   w   takich   krajach   jak   Polska   z   konformizmu   wobec 
stalinizmu.   Ruch   hartował   się  w   walce.   Na   początku   byli   hippisi,   buddyści,   miłość  i   pokój,   a   potem 
wszyscy   coraz   bardziej   utożsamiali   się  z   walką.   Pamiętam   już  w   dzisiejszych   czasach   antyszczyt   w 
Genui.   W   pierwszym   dniu   byliśmy   podzieleni.   Niektórym   młodym   ludziom   wydawało   się,  że 
najważniejszą sprawą jest bicie  się z  policją.  Byli   też tacy,   którzy  wpadli   na  głupi   pomysł  niszczenia 
bankomatów. Byli też chrześcijańscy pacyfiści modlący się o pokój. Dopiero jak policja nas zaatakowała, 
pojawiło się poczucie, że jesteśmy wszyscy razem. W następnym dniu, kiedy przyjechało do nas sto – 
dwieście   tysięcy   robotników   z   różnych   fabryk,   byliśmy   zjednoczeni.   Każdy   ruch   zmienia   się  dzięki 
swoim doświadczeniom.
Kapitalizm   przerwał   tak   długo   dzięki   ustępstwom   socjalnym   na   rzecz  świata   pracy. 
Wydawało się, że te zdobycze socjalne są nie do podważenia. Tymczasem następuje demontaż tzw. 
państwa dobrobytu. Towarzyszy mu kryzys siły politycznej, która żyrowała ustępstwa kapitalizmu, 
czyli socjaldemokracji. Czy to jest szansa dla radykalnej lewicy?
–   Oczywiście.   Chociaż  sam   fakt,  że   upada   socjaldemokracja,   nie   oznacza   upadku   ideologii 
reformowania systemu.  Nikt z tego powodu  nie powie,  że już nie da się reformować systemu.  Bo jak 
jesteś wychowany w jakimś systemie i chcesz go zmienić, to najpierw próbujesz go reformować. To jest 
sprzeczne,   bo   nienawidzisz   fundamentów   tego   systemu,   lecz   nie   masz   poczucia   siły,  żeby   wystąpić 
przeciwko niemu. W Wielkiej Brytanii dzięki kryzysowi, do którego doprowadził socjaldemokrację Tony 
Blair, na spotkania  lewicy przychodzą tysiące osób.  Ja przez całą swoją działalność przemawiałem  na 
spotkaniach   z  udziałem   kilkudziesięciu,  czasami   stu  osób.  Tymczasem   na wiece przeciwko   wojnie,   w 
którą  wpakował   Wielką  Brytanię  ten   rząd,   przychodziło   ostatnio   kilkaset   tysięcy   ludzi.   Ci   ludzie   nie 
zawsze akceptują rewolucjonistów, ale słuchają ich. Ruch antywojenny jest podobny do tego z lat 60., ale 
jest w większej skali. Dla mnie Irak jest bardzo podobny do Wietnamu.  Różnica jest jedna – Irak i ta 
wojna są dużo ważniejsze dla imperializmu amerykańskiego niż Wietnam.
Nie widać, aby to radykalna lewica przejmowała utracone przez socjaldemokratów wpływy. 
Na to miejsce wchodzą populiści lub skrajna prawica.
– Nie chciałbym oceniać sytuacji w Polsce, bo jest specyficzna. Na Zachodzie rzeczywiście było 
tak,  że   socjaldemokracja   organizowała   sedno   ruchu   robotniczego.   Były   całe   przestrzenie,   do   których 
– 4 –
©
 Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)
www.skfm­uw.w.pl
Chris Harman – Wywiad (2004 rok)
skrajna prawica nie miała wstępu. W te przestrzenie opuszczone przez socjaldemokratów musi wchodzić 
radykalna lewica i organizować ludzi. Sama obecność ma wpływ. Tam gdzie coś się dzieje, tam powinni 
być lewicowi aktywiści. Kiedy w Anglii 2 miliony wyszły na ulice przeciwko wojnie, łatwiej jest walczyć 
ze skrajną prawicą, bo ci ludzie poszli z nami, a nie z nimi.
Czy zjednoczenie Europy wpłynie na jednoczenie się ruchu pracowniczego?
– Nie automatycznie. Np. w Wielkiej Brytanii, o czym mówiłem, mieliśmy agitację prawicowej 
prasy, która straszyła Polakami, Cyganami i Słowakami, którzy przyjadą, żeby wykorzystać naszą służbę 
zdrowia i zabrać nasze mieszkania. To jest nonsens, ale ma to wpływ na ludzi, którzy nie myślą klasowo. 
Integracja w ramach UE podsyca nacjonalizmy. Prawdziwa integracja musi przebiegać oddolnie. To musi 
być kontakt na najniższym poziomie, między pracownikami i ich organizacjami. Dlatego bardziej cenne 
dla jednoczenia  ruchu   pracowniczego   są spotkania   Europejskiego   Forum  Społecznego.  Dochodziło  do 
nich, zanim mieliśmy rozszerzoną UE.
Strategię socjaldemokracji najlepiej opisuje formuła „cel jest niczym, ruch jest wszystkim”. 
Dla Was liczy się cel. Co nim jest?
– Trzeba zmienić cały system, błędem socjaldemokracji jest zmienianie systemu po kawałku. Było 
takie   powiedzenie   w   Anglii,  że   można   obrać  cebulę  zdejmując   warstwę  po   warstwie,   ale   nie   można 
zdzierać futra z tygrysa poczynając od kłów. Jak bym miał walczyć z mistrzem świata w boksie, to od 
razu bym zrobił, co on zechce. Socjaldemokracja też się tak poddaje. Trzeba konfrontować kapitalizm, a 
nie współżyć z nim.
Dziękuję za rozmowę.
– 5 –
©
 Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)
www.skfm­uw.w.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gackt-camui.opx.pl